Jak wygląda rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko testera?

26 Styczeń 2018
2 Komentarze

Rozmowa kwalifikacyjna – czyli głęboko zakorzeniony strach przed tym co nieznane. W swojej karierze testera musiałem przejść przez sporą ilość procesów rekrutacyjnych, aby znaleźć odpowiednią pracę.

Owe procesy rekrutacyjne składają się głównie z pisania CV, listów motywacyjnych, wypełniania dokumentów z opisami projektów przy których braliśmy udział, rozmów telefonicznych, rozmów F2F z działem HR, menedżerami oraz w przypadku outsourcingu – z klientem danej firmy, aby mógł osobiście poznać przyszłego pracownika.

Brzmi trochę strasznie?

To dobrze!

Niestety, ale większość rekrutacji jest wieloetapowych, przez co potrafią rozciągać się w czasie, a my do samego końca nie wiemy jaki będzie ich wynik. W swoim “umiarkowanie” długim życiu poznałem tylko jedną osobę, która lubi chodzić na rozmowy kwalifikacyjne. Większość niestety woli ich unikać. A szkoda, ponieważ z każdej rozmowy (nawet tej nieudanej) wychodzimy bogatsi o zdobyte doświadczenie.

 

Chciałbym zatem podzielić się z wami kilkoma spostrzeżeniami i historiami, które mam nadzieję, choć trochę podpowiedzą wam na co się przygotować i co może was spotkać podczas boju o wymarzoną pracę – albo co ważniejsze – jak na samej rozmowie poznać, że dana praca nie jest tą wymarzoną.

 

Na wstępie muszę jednak zaznaczyć, że jest różnica między rozmową kwalifikacyjną osoby bez doświadczenia zawodowego, a rozmową osoby, która ma za sobą już jakiś staż pracy.

O ile dla osoby nieposiadającej doświadczenia dotarcie do etapu rozmowy może być trudne, tak sama rozmowa nie powinna sprawiać problemu. Dlaczego? To proste: od osoby, która nie posiada doświadczenia rekruter nie może wymagać zbyt wiele. Jeżeli firma decyduje się na przyjęcie „świeżaka” pod swoje skrzydła to musi liczyć się z tym, że osoba ta ma raczej ograniczoną wiedzę.

 

 

Czego możemy się spodziewać na takiej rozmowie?

W moim przypadku, kiedy ubiegałem się o stanowisko praktykanta w firmie zajmującej się tworzeniem aplikacji mobilnych rozmowa przebiegała w następujący sposób:

W odpowiedzi na swoje CV dostałem niezbyt trudne zadanie do wykonania, które polegało na przetestowaniu napisanej specjalnie w tym celu aplikacji mobilnej pod system Android i wypisaniu możliwie jak największej liczby błędów. Aplikacja była stworzona tylko w tym celu, więc znalezienie i zaraportowanie błędów w pliku tekstowym nie było trudne. Następnie po odesłaniu zadania, zostałem zaproszony na krótką rozmowę, którą do dzisiaj dobrze wspominam.

Pytania podczas rozmowy dotyczyły ogólnej wiedzy z zakresu testowania oprogramowania oraz technologii, z którymi miałem styczność (systemy operacyjne, urządzenia mobilne itp).

W tym miejscu śmiało mogę powiedzieć, że całość przebiegła całkiem sprawnie.

 

Bywają też jednak takie (prawdopodobnie dobra opcja dla ludzi, których stresują pytania i dialog), na których zostajemy sam na sam z komputerem w celu wypełnienia specjalnego testu, często w języku angielskim.

W wielu przypadkach taki test nie ma nic wspólnego z testowaniem ani IT, ma jedynie na celu sprawdzić naszą znajomość języka angielskiego (jeśli napisany jest w tym języku) oraz umiejętność logicznego myślenia. Oczywiście może się zdarzyć, że test będzie w języku polskim i będzie dotyczył wiedzy z zakresu testowania, ale w tym przypadku wolę wziąć pod uwagę nieco ciemniejszy scenariusz.

 

Niezależnie od rodzaju, konstrukcji czy języka, test, który przyjdzie nam rozwiązać będzie na 99% ograniczony czasowo. Jeśli jednak uda nam się go zdać to możemy witać się ze stanowiskiem. Moim skromnym zdaniem w 9 na 10 przypadków jest to bzdura, która mija się z celem. To, że ktoś rozwiąże test na logiczne myślenie, w języku angielskim nie oznacza, że posiada jakąkolwiek wiedzę z zakresu testowania co przekłada się na to, iż nie mamy pewności, czy kandydat jest zainteresowanym pracą jako tester, czy tylko samym wynagrodzeniem jakie dostanie.

Dodatkowo według mnie nie jest to konkretny wyznacznik tego, czy kandydat posiada odpowiednie cechy, aby wykonywać zawód testera oprogramowania.

 

Przejdźmy do rozmów o pracę kiedy posiadamy już pewne doświadczenie.

Często składają się one z wielu etapów.

Często też odpowiedź dostajemy dosyć późno, zdarza się, że dopiero kiedy znajdziemy już coś innego. Przeważnie schemat wygląda następująco:

Mail od rekrutera/wiadomość na portalu: Linkedin, Goldenline etc. > wstępna rozmowa telefoniczna > spotkanie w celu rozmowy technicznej > rozmowa z managerem/klientem.

Oczywiście nie ma tutaj reguły, bo każda firma podchodzi do sprawy inaczej.

 

Jakich pytań możemy się spodziewać w procesie rekrutacyjnym? Oto kilka przykładów:

  • Czym się zajmujesz/jakie są Twoje obowiązki w obecnej pracy?
  • Jaki był najciekawsze projekt przy którym pracowałeś/aś?
  • Dlaczego właśnie tutaj chcesz pracować? (tylko nie mówcie: „bo Pani z HR napisała”).
  • Co wiesz na temat naszej firmy? (warto przeczytać chociaż parę zdań ze strony internetowej na ten temat).
  • Co skłoniło Cię do zmiany pracy? (tutaj uwaga: nie narzekajcie na swoją obecną pracę i O ZGROZO nie mówcie, nic o pieniądzach – nie w IT i nie na tym etapie, a przede wszystkim nie z tymi umiejętnościami).

 

 

Następnie nie obejdzie się bez pytań technicznych.

Tutaj już wszystko zależy na jakie stanowisko aplikujecie i co zostało przedstawione przez rekrutera.

Sęk w tym, że osoby zajmujące się rekrutacją często nie posiadają wiedzy technicznej i nie są w stanie odpowiednio ocenić naszej wiedzy. Ponadto często zależy im na szybkim pozyskaniu pracownika dla firmy, przez co wysyłają nam sprzeczne informacje.

Np: rekruter mówi, że nasza wiedza jest wystarczająca i należy przygotować się z podstaw wymienionych przez niego zagadnień, jednak na rozmowie technicznej okazuje się, że to wiedza zupełnie niewystarczająca, aby ubiegać się o stanowisko.

 

Często też na samej rozmowie (tutaj potwierdzone info ponieważ po kilku rozmowach miałem okazję podjąć ten temat z osobami, z którymi wcześniej przechodziłem rekrutacje) zadawane są ponadprogramowe pytania. Często trudniejsze albo z zagadnień, których wcześniej nie przedstawił rekruter. Ta praktyka ponoć ma na celu „wyciśnięcie” z kandydata dodatkowych informacji, które będą działać na jego korzyść, ale również sprawdzą jego odporność na stres.

Szczerze?

Bezsens.

Nikt nie czuje się dobrze po udzieleniu serii złych odpowiedzi na pytania, których się nie spodziewał, a sama rozmowa zmienia wówczas zupełnie swój ton. Pamiętajcie, żeby był to dla was sygnał, że w firmie może panować napięcie i niezdrowa atmosfera, wynikająca choćby z przekraczania deadline’ów, a pracownicy mogą tam często pracować pod presją.

Jak wcześniej wspominałem, wiele zależy od tego na jakim etapie swojej kariery jesteśmy, o jakie stanowisko się ubiegamy i oczywiście od samej firmy, która prowadzi rekrutację. Spróbuję jednak wymienić kilka pytań, z którymi spotkałem się osobiście, a zacznę od tych najważniejszych i takich, które najprawdopodobniej usłyszycie.

 

Pytania stricte związane z teorią testowania (zupełny „must have” i tutaj zawsze i wszędzie będziecie o to pytani): 

  • Jakich technologii używasz w obecnej pracy?
  • Pytania odnośnie testów automatycznych (pomimo, że będziesz aplikować na stanowisko testera manualnego to prawdopodobnie usłyszysz pytanie na ten temat).
  • Pytania w stylu: co byś zrobił w danej sytuacji? (UWAGA: są to pytania podchwytliwe i nie mają na celu sprawdzenia waszej kreatywności. Musicie odpowiedzieć podręcznikowo co należy zrobić w danej sytuacji – jest to o tyle głupie, że do identycznej,  “podręcznikowej” sytuacji raczej nigdy nie dojdzie, bo na wszystko składają się dziesiątki czynników – choćby właśnie dlatego nikt z was nigdy nie znalazł się w sytuacji opisanej w podręczniku). 

 

W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć jedną sytuację, którą przedstawił mi pewien manager – oczywiście czytając z kartki: “Co byś zrobił w momencie kiedy release aplikacji jest opóźniony o dwa dni, klient domaga się jej natychmiastowego wypuszczenia, a okazuje się, że część jej modułów (które co prawda dotychczas działały prawidłowo) nie została przetestowana? Możesz jeszcze raz przetestować moduły zawierające błędy lub te nigdy wcześniej nie testowane – wybierz jedno”.

 

Do dzieła:

  • Brzmi zachęcająco kiedy firma z góry zakłada sytuację, w której aplikacja nie jest skończona pomimo planowanego releasu… Prawda? Moja odpowiedź: jeżeli zależałoby to ode mnie, to nie dopuściłbym do takiej sytuacji.
  • “Okazuje się, że część jej modułów nie została przetestowana” – w mojej ocenie może się okazać co najwyżej, że brakuje kawy w ekspresie, a nie, że część modułów nie została przetestowana – szczególnie jeżeli chodziłoby o np. oprogramowanie monitorujące ruch samolotów, pisane dla wielkich liniii lotniczych albo sterujące komputerem pokładowym w samochodzie.
  • Możliwość wyboru tylko jednej opcji… Patowa sytuacja, nieprawdaż? Możliwe, że w firmie brakuje zasobów ludzkich albo możliwe jest wykonywanie tylko jednego rodzaju testów… Kto wie?

 

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, ale nieoczywista.

.

.

.

Zgodnie z teorią testowania powinniśmy odpowiedzieć, że testujemy moduły, o których wiemy, że zawierają błędy, a te nietestowane zostawiamy ponieważ: skoro działają dobrze to nie ma sensu ich sprawdzać…

Takiej odpowiedzi wymagał ode mnie pan manager. Natomiast ja od niego wymagałem uściślenia opisanej sytuacji, ponieważ inaczej podejdziemy do problemu kiedy chodzi o grę na smartfona, a inaczej jeżeli (tak jak wyżej wspominałem) aplikacji monitorującej ruch samolotów.

Ocenę tego jaki sens miało pytanie dotyczące powyższej sytuacji i czego miała dowieść odpowiedź na nie, pozostawiam wam.

 

Na co jeszcze musimy być przygotowani?

Szczerze mówiąc..

..na wszystko.

 

 

Dla przykładu: pewna pani rekruter z firmy mającej swoją siedzibę w Katowicach, podczas rozmowy po zadanym w moim kierunku pytaniu w języku angielskim, pytała się swojej koleżanki siedzącej obok, gdzie kupiła bransoletkę, którą miała na nadgarstku – zupełnie ignorując moją odpowiedź. Podobna sytuacja miała miejsce przy praktycznie każdym pytaniu.

Na koniec dostałem jeszcze reprymendę, aby nie przerywać kiedy ktoś mówi… Nie, to nie jest ponury żart, ale nie martwcie się, są to bowiem skrajne przypadki braku kultury i oznaka, że nawet w IT/HR mogą trafić się osoby z przypadku, które nie powinny nigdy znaleźć się na takim stanowisku.

 

Jeżeli informacje, które wam przekazałem są przytłaczające i zaczynacie myśleć o procesie rekrutacyjnym jako o ciągu porażek to z tego miejsca chcę was pocieszyć.

 

Absolutnie nie ma powodu do zmartwień. Tak jak pisałem; są to przypadki skrajne, które wymieniłem aby uchronić was od niemiłych niespodzianek. Większość rozmów i tak będzie przebiegała w miłej atmosferze – nawet jeśli nie wszystko pójdzie po waszej myśli 😉

 

Jest jeszcze jedna opcja, a mianowicie – dzień próby. Według mnie jest to najlepszy możliwy sposób przeprowadzenia rekrutacji. Jak się pewnie domyślacie polega na przejściu próbnego dnia, podczas którego powierzone nam są konkretne zadania do wykonania, podlegające późniejszej ocenie. Jest to o tyle dobre, że nie wiąże się z takim stresem jak stereotypowa rozmowa z menadżerem pod krawatem, który za wszelką cenę stara się udowodnić nam naszą niewiedzę.

 

Na szczęście w IT takie sytuacje zdarzają się rzadko, ale i tak dzień próby jest mniej stresujący, ponieważ mamy czas i pole do popisu. Możemy się wykazać i sprawdzić swoje umiejętności w akcji, a dodatkowo zobaczyć jak firma, w której możliwe, że przyjdzie nam pracować, funkcjonuje na co dzień.

Takim sposobem znalazłem się w mojej obecnej pracy i począwszy od dnia próby wiedziałem, że chcę pracować wśród ludzi, których wówczas poznałem.

 

Powodzenia!

Wojciech Piętka
Tester manualny z aspiracjami w zakresie automatyzacji. Obecnie pracuje w firmie http://ClickRay.eu, prowadzi bloga browserspot.com. W życiu prywatnym muzyk multiinstrumentalista, entuzjasta gier video i astronomii. Bacznie śledzi rozwój w świecie technologii i nauki.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
MartaJak przygotować się na rozmowę o pracę na stanowisko testeraRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] chcecie dowiedzieć się więcej na temat rozmów kwalifikacyjnych, zapraszamy na blog testuj.pl, gdzie Wojciech podzielił się wrażeniami z rekrutacji na stanowisko testera, […]

Marta
Gość
Marta

Ja byłam na kilku etapowej rekrutacji na analityka – testera we Wrocławiu. W sumie trwało to ok. 6 godzin. 5-6 testów w języku angielskim (logiczne, matematyczne, typu gMat, et cetera), kilka rozmów po angielsku i czekam na wynik (który ma niby być do dzisiaj, ale wciąż czekam). Testy zdałam, np. z gMat miałam 20/22 punkty. Osoby w firmie wzbudziły moją sympatię, więc mam nadzieję, że wynik będzie pozytywny.